- Tak, pewien. - odwróciłem na chwilę głowę.
- Maks... - usłyszałem głos Lory'ego. Wstałem i podszedłem do niego. - Mam go jak na widelcu, strzelać? - spytał.
Wziąłem lornetkę i uważnie przyjrzałem się mężczyźnie który wyszedł z małego namiotu. Był to jeden z Anglików.
- Czekaj... - powiedziałem nie odrywając od niego wzroku. Mężczyzna w końcu stanął do nas plecami. - Teraz. - powiedziałem, sekundę później chłopak strzelił do niego, ten opadł na ziemię. - Jak byś strzelił mu w klatkę, miałby szanse doczłapać się do nich, a tak, pewnie przebyłeś płuco i po nim. - wyjaśniłem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz