Wstałem i ruszyłem za Apaczem, zszedłem po starych schodach, może to dziwne ale wydawało mi się że w każdej chwili mogą się rozlecieć... wyszedłem na zewnątrz.
- Co jest? - spytałem podchodząc do Lory'ego.
- Widzisz to coś? - spytał wskazując w jakiś czarny punkt i podał mi lornetkę.
- No widzę i co? - spytałem patrząc przez przedmiot.
- Zastanawiam się czy to namiocik tych szczurów czy kogoś innego... idziemy sprawdzić? - spytał.
- Nie, mieliśmy nie mieszać się w takie sprawy. Jak by co, będziemy strzelać. - powiedziałem.
Chłopak przystał na moje słowa, wszyscy wróciliśmy do środka, podniosłem wzrok na sufit który był w fatalnym stanie, podłoga, okna w nie lepszym... skierowałem wzrok na bawiące się dzieci a później na dziewczynę, która nie zmieliła swojej pozycji, usiadłem obok niej.
- Więc... co chciałaś powiedzieć? - spytałem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz