- Jedziecie do Starego sierocińca, jest przy granicy będzie dobry punkt obserwacji. - zarządził.
-Ale... - zacząłem jednak ten spojrzał na mnie gniewnie.
- Wykonać! - krzyknął.
Westchnąłem jedynie i razem z chłopakami ruszyliśmy w stronę stajni. Wsiadłem na Lucasa i ruszyliśmy w stronę sierocińca. Byliśmy tam po jakiś 2 godzinach. Było już ciemno gdy byliśmy na miejscu, wyjechaliśmy do pomieszczenia przez wyburzoną ścianę, było tam pusto, ciemno... były też schody, dziurawe, poniszczone a na nich deska po której wyjechaliśmy do góry. Było tu strasznie, na ścianach i podłodze krew i dziecięce rysunki. Nagle usłyszałem wyraźne "Ciii" spojrzeliśmy na siebie chłopakami po czym zsiedliśmy z koni i przeładowując broń przeszliśmy do szafy w której ewidentnie ktoś był. W jednej chwili z rozmachem otworzyłem drzwi. Ku mojemu zdziwieniu była tam tylko grupka dzieci, zakonnica no i dziewczyna chyba mniej więcej w moim wieku. Lory spojrzał na mnie zdziwiony i podniósł broń.
- Nie. - powiedziałem jedynie kierując lufę w dół. - Nic im nie zrobimy. - dodałem. Kucnąłem przed nimi i Uśmiechnąłem lekko. - Co tu robicie?
- Mieszkamy, a wy? - spytała siostra nadal niepewnie.
- Dostaliśmy rozkaz... - dałem im znak głową aby wyszli.
Tak też zrobili, ustawili się przed nami blisko siebie, kilkorga dzieci miało łzy w oczach.
- Teraz nas zabijecie? - spytała najstarsza dziewczyna.
- Skąd. Nie będziecie mieli nic przeciwko jeśli zrobimy sobie tutaj punkt obserwacyjny? - spytałem miłym tonem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz