- Nie przeszkadza? -powtórzyłam ze złością- A mamy inny wybór?
Chłopak milczał. Zdenerwowało mnie to jeszcze bardziej. Gdyby podjął kłótnie przynajmniej miałabym się na kim wyładować, a tak?
Zamknęłam oczy i spróbowałam się opanować. Przecież nie mogę wiecznie się wszystkiego czepiać.
- Sorki...-powiedziałam przeczesując dłonią włosy- Ja...Jestem tu odkąd skończyłam 15 lat.
- To długo -powiedział, a w jego głosie wyczułam współczucie.
- Tak -potwierdziłam- Rodzice zginęli. Matka popełniła samobójstwo, bo przerosło ją to wszystko, a ojciec zmarł z tęsknoty za nią.
- I tak tu trafiłaś -podsumował
- Nie chciałam. Żyłam na ulicy, czasem pomieszkiwałam u kogoś aż końcu ta stara zakonnica się mną zainteresowała i musiałam zostać w tym sierocińcu. Często brakuje tu jedzenia, ale jakoś da się żyć.
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz